samebody blog

Twój nowy blog

The Offspring – Elders !!!

STARSI

Gdy bylismy mlodzi,
Zawsze wydawalo nam sie,
ze staniemy sie doskonali.
Teraz, gdy dorastamy,
Widze, ze to nie tak
I chyba ktos naklamal mi.

Ale naprawde chcialem dobrze
A teraz czuje sie wykorzystany,
Wiec pytam was:
Jak to jest ?
Jak to jest ?
Jak to jest ?
Byc takim jak wy.

Powiedzcie, wiec starsi,
Jakie mieliscie powody
By udawac, ze jestescie
Kims znacznie lepszym.
A jesli chcecie czuc sie dobrze,
Z powodu naszych zalet,
Dlaczego, kurwa,
NIe sprobujecie sami ?

Ja probowalem,
Ja sie staralem,
Kiedy wy wszyscy klamaliscie.
Wiec powiedzcie mi:
Jak to jest ?
Jak to jest ?
Jak to jest ?
Byc takim jak wy.

Spojrzcie teraz na rodziny,
Ktore nie rozmawiaja
I nie ufaja,
Z powodu sposobu,w jaki wy
Zalatwialiscie sprawy.
Kiedy wreszcie darujecie
Sobie te wszystkie pierdoly
I bedziecie z nami szczerzy ?

Włochaty – Uniesiony dumą !!

Nie Słuchaj Innych, Słuchaj Swego Serca
Słuchaj Samego Siebie, Głosu Swoich Myśli
Nie Ma Autorytetów Poza Tobą Samym
Słuchaj Samego Siebie, Głosu Swoich Myśli

Najwyższy Czas By Zobaczyć Kto Jest Kto
Zobacz Ilu Już Odeszło Stąd
Pomyśl Ilu Zostanie Jeśli I Ty Odejdziesz
Kto Przegra, Kto Wygra A Kto Przetrwa?

Nie Chcę Zostać Sam

Pieprzcie Tych, Którzy Odchodzą
Pieprzcie Tych, Którzy Mają Nas Gdzieś
Za Wcześnie Jeszcze Na Umieranie
Za Wcześnie Jeszcze Na Śmierć
Przeznaczenie Zawsze Znajdzie Drogę
Pamiętaj, Że Jesteś Tylko Człowiekiem
Dziś Mnie Jutro Tobie
Dziś Mnie Jutro Tobie

Strachy na Lachy – czarny chleb i czarna kawa

Jedzie pociąg, złe wagony
do więzienia wiozą mnie,
świat ma tylko cztery strony,
a w tym świecie nie ma mnie.

Gdy swe oczy otworzyłem
wielki żal ogarnął mnie,
po policzkach łzy spłynęły,
zrozumiałem wtedy, że…

Czarny chleb i czarna kawa
opętani samotnością,
myślą swą szukają szczęścia,
które zwie się wolnością.

Czarny, czarny chleb i czarna kawa
opętani samotnością,
myślą swą szukają szczęścia,
które zwie się wolnością!

Młodsza siostra zapytała:
„Mamo, gdzie braciszek mój?”
(Brat twój w ciemnej celi siedzi),
odsiaduje wyrok swój.

Czarny, czarny chleb i czarna kawa
opętani samotnością,
myślą swą szukają szczęścia,
które zwie się wolnością! (x2)

Wtem do celi klawisz wpada
i zaczyna więźnia bić,
młody więzień na twarz pada,
serce mu przestaje bić.

I nadejdzie chwila błoga,
śmierć zabierze oddech mój,
moje ciało stąd wyniosą,
a pod celą będą znów…

Inny czarny chleb i czarna kawa
opętani samotnością,
myślą swą szukają szczęścia,
które zwie się wolnością!

Czarny chleb i czarna kawa
opętani samotnością,
myślą swą szukają szczęścia,
które zwie się wolnością!

Dezerter – Szwindel !!!

Postawią sobie pomnik bohatera
Wybiorą sobie nowego premiera
Stworzą nowy system polityczny
I będą dumni, że jest demokratyczny
Znowu szwindel szykują nowy
Znów chcą się dobrać do twojej głowy
Nie możesz ciągle dostawać w ryj
Nie daj się zabić, – żyj!
Oni się czepiają, sztucznie uśmiechają
Oni mają władzę, oni zabijają
Oni są silni, bo mają karabiny
Oni chcą zabijać, bo to są sukinsyny
My o wojnach wszystko już wiemy
Fałszywy porządek trzeba zmienić
My nie chcemy waszej mądrości
My nie chcemy sztucznej wolności

A Perfect Circle – Gravity !!..

Znów zagubiony
Zniszczony, zmęczony
Nie mogę znaleźć drogi
Gonię swój ogon
Zakręcony tak, że nie mogę
Z tym skończyć

Poddaję się
Grawitacji i nieznanemu
Złap mnie, ulecz mnie
Unieś mnie z powrotem ku słońcu
Wybieram życie

Znów upadłem
Jak dziecko
Nie umiem stać na własnych nogach
Gonię swój ogon
Zakręcony tak, że nie mogę
Z tym skończyć

Wysoko, poddaję się
Grawitacji i nieznanemu
Złap nie, ulecz mnie
Unieś mnie znów, aż do słońca
Wybieram życie
Wybieram życie
Wybieram życie

Złap mnie, ulecz mnie
Unieś mnie z powrotem ku słońcu
Pomóż mi przeżyć odbicie od dna

Zatrzymaj te ręce zanim
Znowu sięgną po pigułkę
Znowu wbiją gwóźdź
Podziurawią mięso
Proszą, uwolnij mnie

Poddaję się grawitacji
i nieznanemu
Złap mnie, ulecz mnie
Unieś mnie z powrotem ku słońcu
Wybieram życie
Wybieram życie..

Coma – Listopad !!

Pierwszy znak,
Jakby z wnętrza wydobył się chmur:
Bez tchu, bez sił, bez wiary – znak.
Jakby ktoś
Mocno chciał mi przypomnieć, że jest,
Za kłębem brudnej pary…
Porządek gwiazd.
Całą noc nie mogłem spać,
Amfetamina ma gorzki smak.

Ja czuję, że znów będę się bać
Mimo, że ktoś daje mi znak.
Mała ty wiesz, dławi mnie tlen,
A każdy dzień wymyka się.
Druga zero trzy.
Nie ma dokąd iść.

Jak mogłeś odejść stąd
W taką nieludzką noc?
Moja głowa chce,
Moja głowa znać,
Moja głowa
Moja głowa
Moja głowa
Moja głowa
Jakiś powód!

Na całe szczęście wiem jak radę dać bez wiary,
Znalazłem wielu, którzy drogę pokazali mi,
Przez całe życie na najwyższej pędzą fali,
Pochmurne niebo im na głowy się nie zwali.
Czemu mnie zostawił…
Czemu się oddalił…

Musiałem znowu się schlać,
Nie widać drogi we mgle,
Listopad włazi do miast,
Na dole dzieje się źle.

Musiałem tulić brudne ciała suk,
Musiałem stracić przezroczystość
Na którejś z tamtych dróg.
I jeszcze nie ocalają mnie,
I jeszcze nie ocalają mnie,
I jeszcze nie ocalają mnie
Noce płaczu i modlitwy.
Tyle razy próbowałem
Szeptów, celebracji, miłosnych zaklęć, kłamstw…

Tak mi przykro,
Chciałbym jeszcze raz.

(jeden z ostatnich wpisow.)


TOOL – 10,000 Days (wings Part 2) /10,000 Dni (Skrzydeł część 2)

Słuchamy legend i idealizujemy
Gdy podążamy ścieżkami naszych bohaterów

Przechwalamy się dniem, w którym rzeki wystąpią
Gdy się wzniesiemy dorównując naszym aureolom.

Słuchając legend wszyscy usprawniamy
Naszą drogę w ramiona zbawcy,
Oddalając od siebie wszystkie próby i cierpienia.

Nikt z nas właściwie tam nie był,
Poza Tobą…

Ignorancja, nonszalancja w zgromadzeniu
Zbiera się dookoła spluwanej sympatii,
Beze mnie…

Nikt z nich nie mógł nawet obrócić świecy w Twą strone
Oślepieni wyborami
Hipokryci nie zauważą…

Ale wystarczy już o wspólnocie Judaszy,
Którzy mogą zaprzeczyć, że byłaś tą, która rozjaśniała.
Twoja mała cząstka boskości.

To małe światło przelewa część Ciebie na mnie.
Pozwolę mu świecić,
By prowadzić Cię bezpiecznie Twoją drogą.

Twą drogą do domu…

Ohh, cóż oni poczną, gdy światła zgasną
Bez Ciebie prowadzącej ich do Syjonu?
Cóż oni poczną, gdy rzeki wystąpią,
Oprócz nieustannego drżenia?

Droga jest wysoko
Lecz nasze oczy spoczywają na ziemi.
Byłaś światłem i drogą
O której oni będą tylko czytać
Ja modle się by, Bóg wiedział
Kiedy Cię wynieść w niebiosa.

10000 dni w płomieniach to wystarczająco długo.
Idziesz do domu…

Jesteś jedyną osobą, która może trzymać głowę podniesioną do góry,
Wymachiwać pięścią przed bramami rzecząc:
„Właśnie wróciłam do domu!”
Sprowadź mi Ducha, Syna i Ojca
Powiedz im, że ich filar wiary powstał.

„Nadszedł czas!
Mój czas!
Dajcie mi
Dajcie mi moje skrzydła!”

Dajcie mi moje (x5)

„Dajcie mi moje skrzydła!”

Byłaś światłem, drogą
O której oni bedą jedynie czytać

Jestem na mej drodze i żyję w mej arogancji
Brzemię dowodu wiary podrzucone ponad niewierzących.
Byłaś moim świadkiem, moimi oczyma, moim świadectwem,
Judith Marie, bezwarunkowa.

Światło dzienne zostawia chłodne odbicia
Cięzko wypatrzeć Cię w tym świetle.
Proszę wybacz tą śmiałą sugestię:
Powinienaś spojrzeć w twarz swego stwórcy tej nocy.
Spojrzeć mu w oko
Spojrzeć mu w oko i rzec
„Nigdy nie żyłam kłamstwem, nigdy nie odebrałam życia
Ale napewno jedno ocaliłam
Alleluja
Nadszedł czas, byś zabrał mnie do domu”

Farben Lehre – Judasz !!

Za ile srebrników wredny Judaszu
Potrafisz sprzedać swoich przyjaciół?
Wyrachowane damy, grubasy przy kasie
Zrobią z Ciebie mendę w swojej klasie…

JAKA TWOJA CENA – ABYŚ BRATA SPRZEDAŁ?
JAKA TWOJA CENA – ABYŚ KUPIĆ SIĘ NIE DAŁ?
JAKA TWOJA CENA – ABYŚ BRATA SPRZEDAŁ?
JAKA TWOJA CENA?…

Fatalny dzisiaj czas, godnych reguł zagłada
Brat sprzedaje brata, Sąsiad sąsiada
Jesteś normalny – Ja zapewne szalony
Jestem prawdziwy – Ty dobrze ułożony

JAKA TWOJA CENA?…

Oportunisto pierdolony…
Oportunisto pierdolony…
Oportunisto pierdolony…
Wredny Judaszu…

Nie chciałem być wulgarny, używać brudnych słów
Trudno się powstrzymać kiedy skurwysynów stu
Czeka i waruje niczym wściekły pies
Gdy padnę na ziemię – zagryzą mnie…

Mam w dupie, mam w dupie, wiele lat już o tym mówię
Nie sprzedasz i nie kupisz tego co kocham i lubię
Mam w dupie, mam w dupie, wiele lat już o tym mówię
Nie sprzedasz i nie kupisz…
… Ty Judaszu

Dezerter – Nadmiar !!

Żyjemy w nadmiarze niepotrzebnych rzeczy
W nadmiarze produktów, w nadmiarze śmieci
Ta ilość przeraża i stale się powiększa
Czy widzisz, że wokół coraz mniej jest miejsca
Żyjemy w nadmiarze chamstwa i głupoty
W nadmiarze znudzenia, w nadmiarze miernoty
Coraz mniej osób zauważa piękno
Piramida brzydoty wznoszona ludzką ręką

Szybkie życie
Szybka śmierć
Słodka epoka
Gorzki śmiech
Mądre słowa
Głupia głowa
Cudowne lata
Przed końcem świata

Żyjemy w nadmiarze zła i bezkarności
W nadmiarze agresji i własnej bezradności
Coraz smutniej głos wewnętrzny się odzywa
Idiotów jest za dużo i ciągle ich przybywa
Żyjemy w nadmiarze absurdu i kiczu
W nadmiarze ludzi o podwójnym obliczu
Nawet nadmiar poczucia ciągłego obrzydzenia
Staje się wreszcie zupełnie bez znaczenia
Nauczeni od dziecka korzystać bez umiaru
Stajemy się powoli zależni od nadmiaru
żyjemy więc nerwowo otoczeni nadmiarem
Nie widząc jak nasz sen staje się koszmarem
Kiedy gasną światła i miasto zamiera
Słychać wyraźnie jak powoli pęka ziemia
Czy słyszysz ten szmer gdy zamykasz oczy
Tak kończy się wiek nadmiaru złych mocy

Kult – Po Co Wolność !!

Przemówienie z dnia siódmego roku bieżącego

Wolność. Po co wam wolność?
Macie przecież telewizję
Wolność. Po co wam wolność?
Macie przecież Interwizję, Eurowizję
Wolność. Po co wam wolność?
Macie przecież tyle pieniędzy
Wolność. Po co wam wolność?
I będziecie ich mieć coraz więcej

Maszerujmy ramię w ramię
Ku słońcu świata nowego
Zbudujemy nowy most
Imienia przewodniczącego
Maszerujmy ramię w ramię
Ku słońcu świata nowego
Zbudujemy nowy most
Imienia przewodniczącego

Wolność. Po co wam wolność?
Macie przecież do pracy autobusy
Wolność. Po co wam wolność?
I bezpłatny przydział spirytusu
Wolność. Po co wam wolność?
Macie komu oddawać cześć
Wolność. Po co wam wolność?
Dostaliście też Mundial ’86

Maszerujmy ramię w ramię
Ku słońcu świata nowego
Zbudujemy nowy most
Imienia przewodniczącego
Maszerujmy ramię w ramię
Ku słońcu świata nowego
Zbudujemy nowy most
Imienia przewodniczącego

Wolność. Po co wam wolność?
Macie przecież filmy fantastyczne
Wolność. Po co wam wolność?
Czasem zezwolenie demonstracji ulicznych
Wolność. Po co wam wolność?
Z każdej wystawy dobrobyt tryska
Wolność. Po co wam wolność?
Macie przecież chleb i igrzyska

Maszerujcie ramię w ramię
Ku słońcu świata naszego
Wszyscy położycie głowy
Za przewodniczącego

Czy słyszysz, czy słyszysz
Co tu dzieje się od lat
Jaki wokół siebie szum wytwarza ten fatalny świat
Co za fatalny świat
Podzielony granicami
Z ludźmi, których kochasz
Rozmawiasz tylko listami
Czujesz ich jedynie przy pomocy pocztowego kleju
Tylko dlatego, że mieszkają w innym kraju
Na tym świecie każdy jest zachłanny i pazerny
Na tym świecie każdy chce pieniądze i koncerny
Kilku frajerów rządzi świata tego polityką
A potężniejsi z nich myślą o władzy nad galaktyką
Co za fatalny świat
Przemówienia z dnia siódmego
Co za okropny świat
Roku bieżącego


  • RSS