samebody blog

Twój nowy blog

Łatwiej nienawidziec niz kochac.. a jesli ma sie do tego powody to tym bardziej. Wiec na spokojnie do przodu nie patrzac w tył.




„Co dzień kilka puszek piwa by zapomnieć i przetrzymać
Co dzień coraz więcej piwa by zapomnieć i przetrzymać.”


The Cure – Cut !


Gdybyś tylko nigdy nie mówiła do mnie w ten sposób


Gdybyś tylko nigdy tak nie mówiła


To tak jakbym słuchał


Łamiącego się serca, spadającego nieba


Gasnącego ognia i umierającej przyjaźni


Chciałbym, żebyś poczuła to, co ja czuję cały czas


To co ja


Gdybyś tylko nigdy nie patrzyła na mnie w ten sposób


Gdybyś tylko nigdy tak nie patrzyła


Kiedy spoglądam na ciebie, widzę kamienną twarz


Lodowato zimne oczy, usta tak słodko mówiące kłamstwa


Chciałbym, żebyś poczuła to, co ja czuję cały czas


To co ja


Ale ty


Ty już nic nie czujesz, ty już nic nie czujesz


Wszystko się skończyło


Gdybyś tylko nigdy nie odsuwała się ode mnie w ten sposób


Gdybyś tylko nigdy się tak nie odsuwała


Kiedy jestem z tobą


Czuję jak beznadziejne moje ręce


Usiłują przyciągnąć cię z powrotem do mnie


Chciałbym, żebyś poczuła to, co ja czuję cały czas


To co ja


Gdybyś tylko nigdy nie mówiła do mnie tak jak kiedyś


Popatrz na mnie tak jak dawniej


Przytul się do mnie tak jak dawniej


Ale ty nie


Ty już nic nie czujesz


Nic cię już nie obchodzi


Wszystko się skończyło, wszystko się skończyło

…………………………………………………………..

brak

2 komentarzy

Joy Division – I Remember Nothing..

Niczego nie pamiętam

Byliśmy sobie obcy, byliśmy sobie obcy, w sposób zbyt długo
wiążący się z przemocą, z przemocą, byliśmy sobie obcy
Słabnąc cały czas – poprostu minęliśmy czas
Ja w swym własnym świecie – ty za tym wszystkim
Odległości są ogromne – wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem
każde z własnej strony

Byliśmy sobie obcy, w sposób zbyt długo
wiążący się z przemocą, z jeszcze większą przemocą
Jego ręka uderza krzesło
ruszone reakcją rozpada się w desperacji
Uwięzieni w klatce, zbyt wcześnie ogłaszając poddanie
Ja w swym własnym świecie – tym który poznałaś
Byliśmy sobie obcy, zbyt długo

…………

Brak

Brak komentarzy


Joy Division – The Eternal..

procesja ruszyła, krzyki ucichły
czcząc niegdyś kochanych dziś już nieobecnych
rozmawiają głosno wokół stołów
rozrzucając kwiaty zmywane deszczem

stałem w bramie u wejścia do ogrodu
patrząc jak idą niczym chmury na niebie
starając sie krzyczec pod wpływem chwili
opętane szałem palącym od środka

płacząc jak dziecko, choc lata mijają
przy nich tylko marnuje swój czas
niosę ten ciężar mimo wewnętrznej z nimi więzi
godzę sie z nim jak z niefortunną umową

stałem w bramie u wejścia do ogrodu
mój obraz rozciągniety od płotu do ściany
żadne słowa nie wyjasniały, żadne czyny nie okreslały
tylko patrzę na drzewa jak spadają z nich liście

ehh,,

The Cure -  From The Edge Of The Deep Green Sea !!

Za każdym razem, kiedy to robimy, zakochuję się w niej na nowo
Fala za falą, fala za falą, to wszystko dla niej
„Wiem, że nie może się udać” mówię (I skłamałbym, żeby była szczęśliwa)
„O ile wiem, to ty wiesz
Że dzisiaj należę wyłącznie do ciebie, wyłącznie do ciebie…”

Patrzymy jak słońce wznosi się znad krawędzi głębokiego,zielonego morza
I ona słucha z głową w płomieniach, jakby chciała we mnie uwierzyć
Więc próbuję
„Połóż swe ręce na niebie, poddaj się
Pamiętaj zawsze będziemy razem i nigdy się nie rozstaniemy…”

Jeszcze nigdy nie miałem takiej kolorowo-przezroczystej głowy
Jeszcze nigdy nie byłem taki cudownie zauroczony tobą
I chciałbym tylko, żeby to się nigdy nie skończyło
Ty i ja, sam na sam, ukradkowy pocałunek
Nie idź do domu, nie odchodź, nie pozwól by to się skończyło
Zostań proszę, nie tylko dzisiaj

„Nigdy, nigdy, nigdy, nigdy, nigdy nie pozwól mi odejść” mówi
„Trzymaj mnie tak przez sto tysięcy milionów dni”
Ale nagle zwalnia i patrzy na moją wykrzywioną twarz
„Czemu płaczesz ? Co ja złego powiedziałam ?”
„To tylko deszcz” śmieję się, ocierając łzy z twarzy…

Chciałbym móc się zatrzymać, wiem, że następna chwila złamie moje serce
Zbyt wiele łez, zbyt wiele razy, zbyt wiele lat płakałem za tobą

Ile czasu minie zanim to się skończy
Zanim wypijemy ? Zużyjemy ten narkotyk ?
Szukając czegoś co odeszło na zawsze, ale czego zawsze będziemy pragnąć ?

„Dlaczego, dlaczego, dlaczego pozwalasz mi odejść ?” mówi
„Czuję jak się odsuwasz, czuję jak zmieniasz kształt…”
I właśnie kiedy się uwalniam ona schyla się przede mną
Zrzuca na podłogę swą suknię, jak flagę
Unosi w górę ręce, poddaje się cała…

Chciałbym móc się zatrzymać, wiem, że następna chwila złamie
moje serce
Zbyt wiele łez, zbyt wiele razy, zbyt wiele lat płakałem za tobą
Zawsze jest tak samo, budzę się wśród deszczu z bolącą głową
Pełen wstydu, inne imię, ta sama stara gra, miłość na próżno
I znowu wiele, wiele, wiele mil od domu…

…::NosFeratum::…

1 komentarz
The Pixies – Where Is My Mind?

Ooooooh – przestań


Ze stopami w powietrzu i głową na ziemi


Wypróbuj tą sztuczkę i zakręć się, taaak


Twoja głowa się rozpadnie


Ale tam nie ma nic w środku


Więc zapytasz się


Gdzie jest mój umysł?


Droga na zewnątrz


W wodzie


Zobacz jak to pływa


Pływałem na Karaibach


Zwierzątka schowały się za skały


Z wyjątkiem jednej małej rybki


Ale powiedzieli mi, że przeklina


Próbując mówić do mnie, do mnie


Gdzie jest mój umysł?


Droga na zewnątrz


W wodzie


Zobacz jak to pływa


Ze stopami w powietrzu i głową na ziemi


Wypróbuj tą sztuczkę i zakręć się, taaak


Twoja głowa się rozpadnie


Ale tam nie ma nic w środku


Więc zapytasz się


Gdzie jest mój umysł?


Ooooh


Ze stopami w powietrzu i głową na ziemi


Ooooh


Wypróbuj tą sztuczkę i zakręć się, taaak


Ooooh


Ooooh

( For You :**** )



Kult – Wódka !!

Zbudowali fabryki
Opracowali maszyny
Produkują wódkę
Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki
Bo im tylko, tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić
Ustawili kominy
Zbudowali drabiny
To już wszystko pracuje
Pracuje i truje
Bo im tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić
Jeszcze dymią kominy
Produkują spaliny
Produkują wódkę
Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki
Bo im tylko, tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić

Zbudowali fabryki
Opracowali maszyny
Produkują wódkę
Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki
Bo im tylko, tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić
Ustawili kominy
Zbudowali drabiny
To już wszystko pracuje
Pracuje i truje
Bo im tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić
Jeszcze dymią kominy
Produkują spaliny
Produkują wódkę
Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki
Bo im tylko, tylko o to chodzi
Abyś sam sobie szkodził
Abyś sam nie mógł myśleć
Abyś sam nie mógł chodzić

Perfect – Autobiografia

Miałem dziesięć lat
Gdy usłyszał o nim świat
W mej piwnicy był nasz klub
Kumpel radio zniósł
Usłyszałem blue suede shoes
I nie mogłem w nocy spać
Wiatr odnowy wiał (wujek Józek zmarł)
Darowano reszty kar
Znów się można było śmiać
W kawiarniany gwar
Jak tornado jazz się wdarł
I ja też chciałem grać
Ojciec, bóg wie gdzie
Martenowski stawiał piec
Mnie paznokieć z palca zszedł
Z gryfu został wiór
Grałem milion różnych bzdur
I poznałem co to sex
Pocztówkowy szał
Każdy z nas ich pięćset miał
Zamiast nowej pary jeans
A w sobotnią noc
Był Luxemburg, chata, szkło
Jakże się chciało żyć!
Było nas trzech
W każdym z nas inna krew
Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat
Mieć u stóp cały świat
Wszystkiego w brud
Alpagi łyk
I dyskusje po świt
Niecierpliwy w nas ciskał się duch
Ktoś dostał w nos
To popłakał się ktoś
Coś działo się
Poróżniła nas
Za jej Poli Raksy twarz
Każdy by się zabić dał
W pewną letnią noc
Gdzieś na dach wyniosłem koc
I dostałem to, com chciał
Powiedziała mi
Że kłopoty mogą być
Ja jej, że egzamin mam
Odkręciła gaz
Nie zapukał nikt na czas
Znów jak pies, byłem sam
Stu różnych ról
Czym ugasić mój ból
Nauczyło mnie życie jak nikt
W wyrku na wznak
Przechlapałem swój czas
Najlepszy czas
W knajpie dla braw
Klezmer kazał mi grać
Takie rzeczy że jeszcze mi wstyd
Pewnego dnia
Zrozumiałem, że ja
Nie umiem nic
Słuchaj mnie tam!
Pokonałem się sam
Oto wyśnił się wielki mój sen
Tysięczny tłum
Spija słowa z mych ust
Kochają mnie
W hotelu fan
Mówi: „na taśmie mam
To jak w gardłach im rodzi się śpiew”
Otwieram drzwi
I nie mówię już nic
Do czterech ścian

Lao Che – Wiedźma !!!..

Kędy spojrzysz puszcza, ciemnej kniei ostępy, mateczniki, moczary,
oczerety, strugi nurty sine. Tam przeto w roztoce, nad ruczajem
można ją było obaczyć. O siedla wiosta ode wsi, w kurnej chacie
na przyzbie, z kurukiem na ramieniu, z basiorem i lagą u boku,
w kir odziana, pod kadzią iskrę nieci, o miesiącu napar waży.
To – blekot /szalej/, jemioła, piołun, szkarłatne ropuchy,
lubczyk, mlecz, rosiczkę, sadło niedźwiedzie, własną ślinę.
Wszystko To strawione innem ziołem rozmaitem…obłokiem pary chatę wypełnia.
Gdy barci kto z kmieciów ją czasem obaczył, ano – Sława Bohu
rzekł, po czem pluł po trzykroć przez ramię i krzyż w powietrzu
znaczył, /na słuczaj wszelaki/ by w gacka, czy inne monstrum rozmaiże
oblec się nie mogła…I nie wiedzieć – Czemu tak?, bo przecie każden
wiedział, że choć w samotni żyła, przecie poczciwem człekiem była..

Kto w Boha wiryt spasajte, hompody pomiłujte.
/Boga/ wierzy ratuje/ /zmiłujcie/

Temczasem na skurcz rodny częstokroć wzywana, by połóg odebrać, bo za akuszer-
kkkkę brana póty, póki razem jednym na jej ręce łono kmieciowego chłodnego
płodu nie wydało. Żedy wiedźmą! okrzyknięta, a dowodów – bez liku. Przeto
onegdaj wiedziano Ją na mietle, na wierch Łysej Góry ulatującą, gdzie przecie
śluby Kozłu dała. Dzieciobójczyni siarką cuchła! Pewnikiem konkubina Diabła,
z Kusym w aromę padła! To Dziwożona! To Strzyga!, w szynku powiadano. I nie
wiedzieć czemu Tak?, bo przecie każden wiedział, że choć w pustelni żyła,
przecie poczciwem człekiem była. Temczasem Cerkiew egzorcyzm już odprawiła,
ciżba jednako zwrzała – Na stos! Na Stos! Jeszcze kur nie zaipał, a już
język ognia Jej ciało lizał /pod wszy ludzkiej rechot/, jeno lelek z
puszczykiem w kniei łzy ronił, szlochowi zacnej akuszerki wtór dając,
gdy temczasem ogień stygmaty i nimb na ciele “wiedźmy” wymalował, a gorzki
człekowstręt tryskał z jej ust.

Konkubino Diabła, niuechaj ogień strawi grzechy twoje!

Dalibóg, przeklęta wy czerń! A ja gore!

Bute prokleni Lachy…!!!!!!!!!!!!!!!
/Bądźcie przeklęci/


  • RSS