Lao Che – Wiedźma !!!..

Kędy spojrzysz puszcza, ciemnej kniei ostępy, mateczniki, moczary,
oczerety, strugi nurty sine. Tam przeto w roztoce, nad ruczajem
można ją było obaczyć. O siedla wiosta ode wsi, w kurnej chacie
na przyzbie, z kurukiem na ramieniu, z basiorem i lagą u boku,
w kir odziana, pod kadzią iskrę nieci, o miesiącu napar waży.
To – blekot /szalej/, jemioła, piołun, szkarłatne ropuchy,
lubczyk, mlecz, rosiczkę, sadło niedźwiedzie, własną ślinę.
Wszystko To strawione innem ziołem rozmaitem…obłokiem pary chatę wypełnia.
Gdy barci kto z kmieciów ją czasem obaczył, ano – Sława Bohu
rzekł, po czem pluł po trzykroć przez ramię i krzyż w powietrzu
znaczył, /na słuczaj wszelaki/ by w gacka, czy inne monstrum rozmaiże
oblec się nie mogła…I nie wiedzieć – Czemu tak?, bo przecie każden
wiedział, że choć w samotni żyła, przecie poczciwem człekiem była..

Kto w Boha wiryt spasajte, hompody pomiłujte.
/Boga/ wierzy ratuje/ /zmiłujcie/

Temczasem na skurcz rodny częstokroć wzywana, by połóg odebrać, bo za akuszer-
kkkkę brana póty, póki razem jednym na jej ręce łono kmieciowego chłodnego
płodu nie wydało. Żedy wiedźmą! okrzyknięta, a dowodów – bez liku. Przeto
onegdaj wiedziano Ją na mietle, na wierch Łysej Góry ulatującą, gdzie przecie
śluby Kozłu dała. Dzieciobójczyni siarką cuchła! Pewnikiem konkubina Diabła,
z Kusym w aromę padła! To Dziwożona! To Strzyga!, w szynku powiadano. I nie
wiedzieć czemu Tak?, bo przecie każden wiedział, że choć w pustelni żyła,
przecie poczciwem człekiem była. Temczasem Cerkiew egzorcyzm już odprawiła,
ciżba jednako zwrzała – Na stos! Na Stos! Jeszcze kur nie zaipał, a już
język ognia Jej ciało lizał /pod wszy ludzkiej rechot/, jeno lelek z
puszczykiem w kniei łzy ronił, szlochowi zacnej akuszerki wtór dając,
gdy temczasem ogień stygmaty i nimb na ciele “wiedźmy” wymalował, a gorzki
człekowstręt tryskał z jej ust.

Konkubino Diabła, niuechaj ogień strawi grzechy twoje!

Dalibóg, przeklęta wy czerń! A ja gore!

Bute prokleni Lachy…!!!!!!!!!!!!!!!
/Bądźcie przeklęci/