samebody blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

Tool – Aenema

Niektórzy mówią, że koniec już blisko,
Niektórzy mówią, że ujrzymy wkrótce armageddon,
Ja sądzę, że z pewnością ujrzymy.
Powinienem zdecydowanie odpocząć od tego

gówna, świrowatych występów cyrkowych,
tutaj, w tej beznadziejnej dziurze zwanej Los Angeles
Jedyna droga by to wszystko naprawić to spłukać to wszystko w diabły.
O jakiejkolwiek pieprzonej godzinie, jakimkolwiek pieprzonym dniu,
Naucz się pływać, zobaczymy się na dole, w zatoce Arizony.

Martw się swoją figurą i
martw się długami i
martw się fryzurą i
martw się procesem i
martw się o tabletki i
martw się o pilota i
martw się o kontrakt i
martw się o swój wóz.

Co za gówno. Świrusy-cyrkowcy,
tu w tej beznadziejnej dziurze zwanej Los Angeles.
Jedyna droga by to wszystko naprawić to spłukać to wszystko w diabły.
O jakiejkolwiek pieprzonej godzinie, jakimkolwiek pieprzonym dniu,
Naucz się pływać, zobaczymy się na dole w zatoce Arizony.

Niektórzy mówią, że kometa spadnie z nieba,
Poprzedzona deszczem meteorytów i falami pływowymi,
Poprzedzona winy liniami, nie mogącącymi siedzieć bezczynnie,
Poprzedzona milionami oniemiałych kretynów.

Niektórzy mówią, że koniec już blisko,
Niektórzy mówią, że ujrzymy wkrótce armageddon,
Ja sądzę, że z pewnością ujrzymy.
Powinienem zdecydowanie odpocząć od tego głupiego kitu,
bezsensownych bzdur.

Jedno wielkie zakłócenie rozjątrzonego neonu
Sugeruję by trzymać was wszystkich w zamknięciu.
Naucz się pływać.
Mama wkrótce to naprawi.
Mama nadejdzie by odłożyć to na miejsce, gdzie powinno być.

Naucz się pływać
Pieprz L.Rona Hubbarda i wszystkie jego klony,
Pieprz tych wszystkich gówniarzy, gangsterów-pozerów,
Naucz się pływać
Pieprz retro wszystkiego. Pieprz swój tatuaż,
Pieprz wszystkich was śmieciów i pieprz swą krótką pamięć,
Naucz się pływać
Pieprz uśmiechniętych ministrów z ukrytymi sztuczkami,
Pieprz te bezużyteczne, niepewne aktorki.
Naucz się pływać

Gdyż ja modlę się o deszcz,
modlę się o przypływ,
chcę zobaczyć jak ziemia się poddaje,
Chcę zobaczyć jak to wszystko zleci,
Mamo, proszę, spłucz to do diabła,
Chcę widzieć to spadające w dół i dalej jeszcze
Chcę widzieć to spadające w dół
Widzieć was wszystkich wypłuczonych w siną dal

Czas by znów to przywołać,
I nie nazywaj mnie tak po prostu pesymistą,
Postaraj się i czytaj między wierszami,
Nie widzę powodu, dlaczego nie miałbyś
przyjąć jakichś zmian mój przyjacielu
Chcę zobaczyć wszystko to lecące w dół,
Wciągnięte, spłukane.

KoRn – No One’s There

Ty i ja
Nie mamy twarzy
Wkrótce nasze życia zostaną usunięte
Myślisz, że będą pamiętać?
Czy tylko będziemy zastąpieni
O, jak bardzo chciałbym zobaczyć
Jak bardzo chciałbym móc latać
Nad wszystkimi rzeczami, które są nade mną
Do miejsca gdzie mogę płakać

Więc czym to może być?
Nikt nie słyszy mojego wołania
Echo odbija się
Nikogo tam nie ma

Do wszystkich bezimiennych uczuć
Z którymi nie mogłem poradzić sobie w życiu
Do wszystkich chciwych ludzi
Starających się żywić tym, co moje
Musicie wypełnić swój głód
I przestać drażnić się z moim umysłem
Wiem, że nastał czas by zostawić te miejsca daleko stąd

Ty i ja
Nie mamy twarzy
Już nas nie widzą
Bez miłości, tak jak obiecali
I bez wiary w to co może przyjść
O, jak bardzo chciałbym zobaczyć
Jak bardzo chciałbym móc latać
Nad wszystkimi rzeczami, które są nade mną
Do miejsca gdzie mogę płakać

Więc czym to może być?
Nikt nie słyszy mojego wołania
Echo odbija się
Nikogo tam nie ma

Do wszystkich bezimiennych uczuć
Z którymi nie mogłem poradzić sobie w życiu
Do wszystkich chciwych ludzi
Starających się żywić tym, co moje
Musicie wypełnić swój głód
I przestać drażnić się z moim umysłem
Wiem, że nastał czas by zostawić te miejsca daleko stąd

Gdzie te wszystkie uczucia się chowają?
Tańcząc w mojej głowie i poza nią
Spalają wszystko czego pragnę
Żywią mnie póki nie sprzeciwię się
Gdzie jesteś?Moja dusza krwawi
Szukam Ciebie, czy jestem ślepy?
Ciągle sam i uwięziony na wieczność
Utkwiłem w samym sobie przez cały czas

Do wszystkich bezimiennych uczuć
Z którymi nie mogłem poradzić sobie w życiu
Do wszystkich chciwych ludzi
Starających się żywić tym, co moje
Musicie wypełnić swój głód
I przestać drażnić się z moim umysłem
Wiem, że nastał czas by zostawić te miejsca daleko stąd

Tool – Flood

Nadchodzi woda

Wszystko co wiedziałem, wszystko w co wierzyłem,
To skruszone obrazy, które już nie pocieszają mnie.
Wdrapuję się by osiągnąć wyższy grunt
Nakaz jakiś czy ukojenie myśli, lub cokolwiek, co pocieszyć mnie zdoła..

Więc biorę co moje i trzymam co moje,
duszę co moje i grzebię co moje.
Wkrótce woda nadejdzie, żądając wszystkiego co moje.
Muszę za sobą ją zostawić i wspiąć się do nowego miejsca.

Ten grunt nie jest skałą, tak jak mi się wydawało.

Myślałem, że byłem wysoko.
Myślałem, że byłem wolny.
Myślałem, że byłem tam zdany na Boże przeznaczenie.
Myliłem się. To zmienia wszystko.

Woda podnosi się i już do mnie dociera.
Nadzieję miałem, że słońce wybawić mnie zdoła,
Lecz zamiast niego przyszła prawda aby karę mi wymierzyć.

Grunt pęka dokładnie pod mymi stopami.
Płucze i oczyszcza mnie w wodzie.

Tool – Ticks and Leeches

Ssijcie i ssijcie.
Wsysając wszystko co możecie, wsysając wszystko co możecie wessać.
Pracując nad moją cierpliwością niczym malutki kleszcz.
Mały, gruby pasożyt.

Ssij mnie, dopóki nie wyschnę.
Moja krew posinaczona i przeryta. Wy złodziejskie bękarty!
Zmieniliście mą krew w zimną i gorzką.
Uderzając w moje współczucie błękitem i czernią.
Mam nadzieję, że to jest to, czego chcieliście,
Mam nadzieję, że to jest to, co na myśli mieliście.
Gdyż jest to właśnie to, co dostajecie.
Mam nadzieję, że się dusicie. Mam nadzieję, że się tym zadławicie.

Zabrane, wszystko co mogłem, co możemy, możecie wziąć.
Nie mam już nic, co mógłbym wam dać.
Ssący krew pasożytniczy mały kleszcz!
Weźcie co chcecie, potem odejdźcie.

Mam nadzieję, że to jest to, czego chcieliście,
Mam nadzieję, że to jest to, co na myśli mieliście.
Gdyż jest to właśnie to, co dostajecie.
Ssijcie mnie, aż wyschnę.
Czy to jest to, czego chcieliście?
Czy to to, co na myśli mieliście?
Gdyż jest to właśnie to co dostajecie,
Mam nadzieję, że się zadusicie.

Tool – Reflection (Odbicie)

Doszedłem zaciekawiony bliżej do końca, jednak
Poza żałosną dziurą mojej pobłażliwości dla samego siebie.
Pokonany, przyzwalam i przybliżam się. Mogę znaleźć tu komfort.
Mogę znaleźć spokój w pustce. Jakie to żałosne.
To mnie przywołuje…

A w mych najciemniejszych momentach, słaby i szlochający.
Księżyc wyjawia mi tajemnicę. Mój powiernik.
Tak pełny i tak jasny jak ja, to światło nie jest moją własnością
Podobne jasne odbicia przelatują nade mną
Źródło jest jasne i nieskończone.
Ona wskrzesza tych bez nadziei
Bez niej jesteśmy martwymi dryfującymi satelitami.
A kiedy wyrywam swoją głowę, jestem bez wątpienia
Nie chcę być tu na dole karmiąc swój narcyzm
Muszę ukrzyżować swoje ego zanim będzie za późno
Modlę się żeby światło podniosło mnie
Zanim opadnę z sił.

Więc ukrzyżuj ego zanim będzie za późno
I zostaw za sobą to miejsce tak negatywne i ślepe i cyniczne
I wtedy zrozumiesz, że wszyscy jesteśmy jednym umysłem

Zdolnym do wszystkiego, co można sobie wyobrazić i wymyślić
Po prostu pozwól światłu dotknąć siebie i pozwól słowom rozlać się na wskroś
Po prostu pozwól im przelecieć i wynieść naszą nadzieję i rozsądek.

Zanim opadniemy z sił.


  • RSS