samebody blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2004

Zbliżał się zmierzch. Światło księżyca powoli ogarniało bezkres pustyni tworząc niesamowitą atmosferę. Atmosferę grozy, strachu ale także głębokiej fascynacji. Zewsząd dobiegały dziwne odgłosy. Dźwięki mogące doprowadzić do zawału serca nawet najbardziej zaprawionych w bojach wojowników. Najgorsze było to że nie było wiadomo co wydaje te odgłosy i gdzie wydający je właściciel się znajduje. A dźwięki te były najprzeróżniejsze. Począwszy od dziwnych szmerów a skończywszy jakby na przytłumionym, potępieńczym wyciu. Istny chór….. Siedzący przy ognisku mężczyzna nie zwracał większej uwagi na dobiegające go odgłosy. Siedział nieruchomo, wpatrując się w bijące z ogniska płomienie i stosy iskier wznoszących i opadających powoli na ziemię. Od czasu do czasu podrzucał do ogniska kawałki chrustu. Siedział skulony z głową wciśniętą w ramiona. Było zimno. Przeraźliwie zimno. Taka jest już natura pustyń. W dzień upał jak w piekle, natomiast w nocy zimno że pozostaje tylko szczękać zębami i kląć w żywy ogień. Płomienie ogniska biły wysoko w górę i częściowo odbijały się w oczach nieznajomego. W oczach jakby martwych, pozbawionych jakiegokolwiek wyrazu czy uczucia. Czy to uczucia strachu czy czegokolwiek innego. Nic. Po prostu martwe spojrzenie. Mężczyzna był raczej szczupłej budowy, ubrany był w czarny kaftan oraz w obcisłe spodnie takiego samego koloru. Miał długie, śnieżnobiałe włosy, opadające swobodnie na plecy. Jego twarz była poprzecinana setkami zmarszczek które nadawały mężczyźnie iście nieprzyjemny widok. Jego wystające kości policzkowe oraz długi zakrzywiony nos oraz blada skóra dopełniały tego wizerunku. Mężczyzna leniwie dokładał do ogniska kawałki chrustu aby podtrzymać ogień. Płomienie biły wysoko w górę, oświetlając bladą skórę mężczyzny. Płomienie przeszłości. Przypominające wszystko co się wydarzyło. Mężczyzna był zamyślony. Syczące języki ognia przypominały mu wiele rzeczy. Widział w nich swoją przeszłość. Między innymi całe swoje dziedziństwo…….

Skończyło się
Nie musisz mi mówić
Mam nadzieję, że masz kogoś, z kim
będziesz się czuć bezpiecznie, zasypiając dziś
Nie zabiję się, póbując pozostać w twoim życiu
Dla mnie to już koniec biegu

Gdy mnie zobaczysz
Proszę odwróć się i odejdź
Nie chcę cię widzieć
Bo wiem, że twoje marzenia mnie powoli niszczą
Gdy będziesz w pobliżu, pomyśl o mnie tutaj
Dla mnie to już koniec biegu

Skończyło się, wiedziałem, że tak właśnie będzie
Mam nadzieję, że jesteś z kimś
Przy kim całe to życie wydaje się nocą
I że jest stateczny, zawsze przy tobie
Że spędza z tobą więcej czasu
Dla mnie to już koniec biegu

Skończyło się
Nie musisz mi mówić
Mam nadzieję, że masz kogoś, z kim
będziesz się czuć bezpiecznie, zasypiając dziś
Nie zabiję się, póbując pozostać w twoim życiu
Dla mnie to już koniec biegu

Gdy mnie zobaczysz
Proszę odwróć się i odejdź
Nie chcę cię widzieć
Bo wiem, że twoje marzenia mnie powoli niszczą
Gdy będziesz w pobliżu, pomyśl o mnie tutaj
Dla mnie to już koniec biegu

Skończyło się, wiedziałem, że tak właśnie będzie
Mam nadzieję, że jesteś z kimś
Przy kim całe to życie wydaje się nocą
I że jest stateczny, zawsze przy tobie
Że spędza z tobą więcej czasu
Dla mnie to już koniec biegu

Sny o nieskończoności – nie mogę im zaprzeczyć
Nieskończoność trudno pojąć
Takich krzyków nie słyszałem
Nawet w mych najdzikszych snach

Duszę się, budzę się oblany potem
Boję się ponownie zasnąć
By ten sen nie powrócił
Ktoś mnie goni, nie mogę się ruszyć
Stoję sztywno niczym pomnik koszmaru
Co za sen, niech się wreszcie skończy
Czy przejdę do wieczności?

Niespokojny sen, umysły wrą
Jeden koszmar się kończy, płodzi następny
Dobiera się do mnie, że aż boję się spać
Lecz strach się teraz przebudzić, zbyt daleko zabrnąłem

Chociaż jest jak nigdy dotąd
Wolę noce bez spoczynku
Zastanawia mnie to, drąży
Coś w tym jest, chyba oszaleję
To nie jest strach przed tajemnicą
Lecz to, że mógłbym nigdy już nic nie rzec
Ciekawi mnie to, nie wytrzymam
Lecz czy chcę posunąć się tak daleko?

To wszystko nie może być tylko zbiegiem okoliczności
Zbyt wiele rzeczy jest oczywistych
Mówisz mi, że jesteś niewierzący
Spirytualista? Cóż, ja też, lecz
Czy nie chciałbyś znać prawdy
O tym, co tam jest, zdobyć dowód
I dowiedzieć się, po której jesteś stronie
Gdzie skończysz – w niebie czy w piekle?

Pomóż mi, pomóż mi odnaleźć
Prawdziwego siebie bez patrzenia w przyszłość
Uratuj mnie przed zamęczaniem się
Nawet we własnych snach

Musi być w tym coś więcej
Niż to
Albo powiedz mi, dlaczego istniejemy
Chciałbym móc pomyśleć, że gdy umrę
Dostanę jeszcze jedną szansę
Powrócić i żyć raz jeszcze
Reinkarnować, rozegrać tę grę
Raz jeszcze i jeszcze i jeszcze raz…

KoRn-Blind!!!!!

JESTEŚ GOTOWY ?

JEST TAKIE MIEJSCE W MOJEJ GŁOWIE, MIEJSCE KTÓRE CHCIAŁBYM UKRYĆ PRZED CAŁYM ŚWIATEM
NIGDY NIE WIADOMO CO PRZYNIESIE LOS, A JEŻELI UMRĘ ?
TO TAKIE MIEJSCE W SAMYM ŚRODKU MÓZGU, W KTÓRYM PANUJE JAKIŚ INNY RODZAJ CIERPIENIA
NIGDY NIE WIADOMO CO PRZYNIESIE LOS
JESTEM ŚLEPCEM, ŚLEPCEM, ŚLEPCEM
ZNAJDĘ SOBIE JAKIEŚ INNE MIEJSCE, UKRYJĘ SIĘ W BÓLU TRAWIĄCYM MOJE WNĘTRZNOŚCI
NIGDY NIE WIADOMO CO PRZYNIESIE LOS, A JEŻELI UMRĘ ?
TO TAKIE MIEJSCE W SAMYM ŚRODKU MÓZGU, W KTÓRYM PANUJE JAKIŚ INNY RODZAJ CIERPIENIA
NIGDY NIE WIADOMO CO PRZYNIESIE LOS
JESTEM ŚLEPCEM, ŚLEPCEM, ŚLEPCEM
PODDAJĘ SIĘ, PODDAJĘ SIĘ, BO MAM DOPIERO 14 LAT
A MOJE ŻYCIE WYDAJE SIĘ BYĆ JAKIMŚ UTRACONYM ŚWIATEM
W KTÓRYM NIGDY NIE ZDOŁAŁBYM ODNALEŹĆ DROGI DO MOJEGO WŁASNEGO JA
JAK GŁĘBOKO MÓGŁBYM SIĘ JESZCZE ZAPAŚĆ SKORO UGRZĘZŁEM JUŻ NA SAMYM DNIE
I NIE WIEM JAK WPUŚCIĆ TROCHĘ ŚWIATŁA PRZEZ TĄ SZAROŚĆ SPOWIJAJĄCĄ MÓJ UMYSŁ
TYM RAZEM MUSZĘ WCZYTAĆ SIĘ W TO CO ZAPISANO POMIĘDZY WIERSZAMI

Poddając się temu co mnie ma
czując strach i klaustrofobię
obdarty ze wszystkich emocji
życie jest kurwa zbyt ciężkie
plask! twoja twarz zbiera wszystko
bo ta potrzeba nie czyni nic dobrego dla mnie
upadam na twarz, ale czy nie widzisz?
to popierdolone życie zabija mnie!
rozdziera mnie – wewnątrz
za daleko, jestem osłupiały
zostawiony tobie dla poniżenia
pusta skorupa i biegam nagi
sam… po lobotomii
w tył i przód między moimi zawieszeniami
nie jest łatwo być znienawidzonym
gdzie idziesz? co robisz?
głupek, improwizując, szalona ósemka
nigdy mnie to nie obchodziło, ani razu
muszę uciec!
nikt mi nic nie obiecał
nadal mnie ośmieszasz
ale już nigdy więcej
zanim się dowiesz – po tym jak zginiesz
zginiesz


  • RSS